RSS
 

Jak żyć, Panie, jak żyć?!

18 mar

Obiecałam sobie, że ten rok będę szczęśliwa, przynajmniej przez większość czasu. I przyznam szczerze, że gdy na początku wydawało mi się to niemożliwe, tak teraz banan z ryja schodzi mi bardzo rzadko. Okej, dużą część z tego robi pogoda, no ale pls, nie zamierzam oddawać jej całej zasługi, w końcu bycie szczęśliwym to styl życia.

Wyjebanie do góry nogami swojego światopoglądu i podejścia, które miało się przez 20 lat jest ciężkie – coś na kształt bycia ateistą i stwierdzenia: „A chuj, uwierzę w Bozię”. Spoko, Bozia się cieszy, pytanie, czy faktycznie poczułeś jak Duch Święty w postaci gołąbka musnął Cię skrzydłem wiary, czy raczej uczucie jest jakbyś wszedł na imprezę dla oddziału hospitalizacji po wylewie – nie bardzo ogarniasz jak masz się teraz zachowywać. No bo halo, to tak, jakbyś miał już nigdy nie być sobą, tak?

Więc pierwsze co, to robisz burdel w swoim życiu – większy niż masz. Podkładasz dynamit pod fundamenty, tłuczesz talerze, przestajesz spać z misiem. Często musisz wypieprzyć rzeczy, które naprawdę kochasz – granie, imprezy, a przede wszystkim ludzi. Dla wielu to rzeczy nie do przeskoczenia – bo umówmy się, łatwiej nam wyrzucić ulubiony kubek, niż jakąś relacje. Kubek odkupisz, a budowanie z ludźmi czegoś od nowa jest pracochłonne i ryzykowne. Boimy się samotności i wolimy się dusić i dawać tłamsić, niż popracować nad czymś zdrowszym.
Ten etap jest najtrudniejszy – możesz jak ja przejść go sam, oddzielić ludzi, którym naprawdę na Tobie zależy od tych, którzy mają na Ciebie wyjebane, albo gorzej – którzy Cię niszczą. Teraz to Ty musisz postawić siebie na pierwszym miejscu. Zabawne, bo za przepuszczenie kogoś w kolejce do kasy jesteśmy gotowi łamać karki, a w życiu każdy inny jest ważniejszy od nas. Czasem jest naprawdę trudno i jeżeli nie umiesz poradzić sobie sam, to idź porozmawiaj z kimś, kto Ci pomoże – mama, ksiądz, terapeuta, ale najpierw pogadaj ze sobą. To Ty jesteś teraz najważniejszy.

Załóżmy, że się udało – całe Twoje życie jest rozpierdolone. Świetnie, bo teraz pora je poustawiać od nowa, więc pora wejść w rolę architekta. Gdy buduje się dom, to nie robi się tak, że przychodzi pan Józek, który mówi: „Dobra, Panowie, jebnijmy hacjendę”. Dom buduje się na planie, więc cóż… układasz plan.

Plan to najłatwiejsza część. Ustalasz priorytety od nowa, spaliłeś właśnie wszystkie mosty, wyjebałeś fundamenty w kosmos, zaczynasz z czystą kartą… i nowymi doświadczeniami. Ze świadomością błędów. Z tym co spierdoliłeś w swoim życiu i co trzeba zmienić. Jak nie dopuścić, żeby piwnica nam nie gniła, a dach nie spadł nam na łeb. Planujesz. Najłatwiej planować to co największe i od tego zaczynamy – praca, relacje, uczelnia. Czasem planowanie to jeden przejazd tramwajem. Czasem kilka dni. Dobrze jest mieć jakiś i przede wszystkim pozwolić mu być elastycznym – bo co jeśli 25 kwietnia nie znajdziesz swojej jedynej miłości? Nie znajdziesz pracy? Co jeśli środki przeznaczone na pierwszą życiową podróż do Zimbabwe poszły w piździec, bo choroba? No właśnie. Plan ma być wyznacznikiem, a nie kajdanami.

Przechodzimy do części, którą wiele osób uwala – no bo nie każdy musi od razu zmieniać całe swoje życie (wystarczy remont), niektórzy plan mają nakreślony w kilku kreskach…

Czyny, nie słowa.

Gadanie ma to do siebie, że jest gadaniem. Prawdziwa praca nad sobą zaczyna się teraz, bo teraz musisz się ruszyć i czasem czekać jakiś czas na efekty. Tutaj zaczynasz walkę z głową. Nie ma się co nad tym rozwodzić, bo kto nie chce – szuka powodu, kto chce – szuka sposobu. Dziękuję, tyle w temacie.

Mi zeszło pół roku i na ten moment naprawdę czuję, że się zmieniłam. To też nie oznacza, że w takim razie koniec pracy nad sobą – praca ta będzie ciągła i przez całe życie, kwestia tego, aby ją polubić. Na początku jest trudno. Krzywo. Nieswojo. Potem idzie łatwiej i zaczynamy się lepiej czuć. Często towarzyszył mi strach, pisałam z resztą o tym, jak strasznie się boję. Musiałam kilka razy na dzień powtarzać jak mantrę, że „nie będę więcej się bać”. W końcu przestałam. Najgorsze mam za sobą – przynajmniej to, co planowałam, że takie będzie. Poznałam dużo fajnych, wspaniałych ludzi. Dużo się cieszę i większość rzeczy idzie po mojej myśli. Jasne, są dni, kiedy w siebie wątpię, gdy się martwię, gdy nie mam pojęcia, co dalej. Ale gdy nadchodzi strach i chce mnie znowu wepchnąć do mrocznej studni gdzie czeka na mnie mój Demon…

… to podejmuję walkę, bo wiem, że życie w strachu nie jest życiem. Miłego dnia.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz