RSS
 

Mord w oczach.

14 sty

Wolę trenować wieczorami – przede wszystkim dlatego, że jest mniej ludzi, więc bieg nie jest slalomem między Grażynką, a Józkiem spod monopolowego, dodatkowo nikt się na mnie nie gapi.

Poniedziałkowy trening zepsuł mi cały dzień…

Zaczęło się od tego, że przeczytałam artykuł o sile biegowej – w skrócie: jak biegać szybciej nie zwiększając częstotliwości kroku. Dla kogoś, kto chce w tym roku wystartować w półmaratonie to coś ciekawego. W artykule podane były ćwiczenia – obejrzałam, parsknęłam, bo trzeba być absolutną lamą, żeby nie umieć wykonać skipu na podbiegu.

SPOILER ALERT: Jestem lamą.

Cały dzień musiałam robić rzeczy w miejscach, więc trening musiałam wykonać w poniedziałek rano. Udręka zaczęła się od początku – musiałam wstać. Sam bieg przypominał raczej wygrzebywanie się z błota niż hasanie, niczym sarna po polanie. Dodatkowo musiałam wymijać ludzi i pierwsze fale rozdrażnienia zaczynały pobudzać mój mózg – dlaczego ludzie łażą jak krowy po pastwisku? Czy nie słyszą, że dyszę tak głośno, że nie potrzebuję klaksonu? Czy nie widzą odblaskowej, najtańszej bluzy z decathlonu w odcieniu tyłka nowo narodzonego pawiana? Jeszcze bezczelnie się gapią, jakby biegającego pierwszy raz na oczy widzieli…

Same ćwiczenia wychodziły mi tak pokracznie, że po połowie dziwiłam się, że nikt nie zapytał z jakiego cyrku się urwałam. Quasimodo przy mnie to baletnica. Z moimi skipami mogłabym iść po bułki do tesco. I wszyscy, WSZYSCY bez wyjątku gapili się na mnie, jakbym była obcym. Może by mnie to tak nie dobijało, gdyby nie fakt, że ćwiczenia które są z założenia łatwe, wychodzą mi jak taniec wujkowi Januszowi na weselu po oczepinach. Zdenerwowana po skończeniu ćwiczeń (honor nie pozwalał mi na przerwanie w połowie) poszłam po śniadanie do pobliskiego marketu, aby zakupić banany i jajka.

O ile rozumiałam, że podczas mojego pokracznego treningu przyciągałam wzrok próbą wykonania skipu na jedną nogę, tak już podróż po markecie nie powinna przyciągać czyjejkolwiek uwagi. A tu jednak doszło do tego, że ludzie znad półek śledzili moje rozważania (gdzie do wafla jest bita śmietana?!), a pewien pan raczył trzy razy przejechać koło mnie z wózkiem i chamsko się na mnie patrzeć. To już przelało czarę goryczy, przekroczyło nienaruszalną granicę intymności, spowodowało uwolnienie demona. Spopieliłam kolesia wzrokiem, wszystkich gapiących podobnie, po czym jakimś cudem nikt mi nie torował alejki. Myślę, że byłabym w stanie powtórzyć manewr Mojżesza na morzu. Niesamowita jest siła wściekłości…

Nauka z tego jest prosta – trenować siłę biegową wieczorem. Najlepiej pod osłoną nocy. Na bezludnej wyspie.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ameliowa

    18 stycznia 2016 o 16:44

    A podobno sport wyzwala endorfinki:p

     
    • Contempt

      20 stycznia 2016 o 17:13

      Jak ktoś kibicuje, to tak, ale nie jak się gapi, jak sroka w piz… w gnat ;)